Spaghetti Bolognese

Tytuł posta pokazuje jak dużo wiedziałem o tym pięknym mieście. Do momentu odwiedzenia to była jedyna rzecz jaka kojarzyła mi się z Bolonią. No może jeszcze jakieś zabytki wspomniane na lekcjach wiedzy o kulturze. Tak już kolejny raz na własnej skórze postanowiłem doświadczyć jak bardzo podróże zmieniają horyzonty. Ileż można zobaczyć własnymi oczami, nie tylko to co w przewodnikach, ale i nierzadko spontaniczne wydarzenia i ciekawostki, o których nie wszędzie piszą. A najważniejsze są wspomnienia i inspiracje, które można znaleźć w każdej kolejnej podróży. A spirala chęci do podróżowania jeszcze bardziej się nakręca.

Tym razem wybrałem się na tą wycieczkę z dwiema towarzyszkami z Bośni. Języki polski i bośniacki należą wprawdzie do tej samej szeroko rozumianej rodziny języków słowiańskich. Jednak bośniacki jest językiem południowosłowiańskim. Oczywiście znajdziemy pewien procent słów które brzmią w zasadzie tak samo. I nie chodzi tu tylko o powszechnie znany przez obcokrajowców polski przecinek, kropka, pauza, etc. – sami domyślcie się o jakie słowo chodzi. Są też inne słowa. Są też słowa które brzmią tak samo a znaczą co innego. Polskie słowo „prawo” oznacza kierunek w prawo. Bośniackie słowo „prawo” oznacza prosto. Czyli to samo słowo, a różne kierunki. Uważajmy jeśli na Bałkanach zapytamy o drogę i ktoś nam odpowie „prawo” 🙂 Na szczęście jest niezastąpiony jeżyk angielski – język spólny dla prawie wszystkich wolontariuszy EVS.

Do Bolonii udajemy się autobusem, który kosztuje 12 euro i  Bolzano podróżuje się około 4 godzin. Nie jest to wcale dużo dla chętnych wrażeń podróżników. Poza tym zatrzymamy się tutaj na 2 dni, dzięki gościnności wolontariusza mieszkającego w Bolonii.

No i jesteśmy na miejscu. Jest godzina 14, więc mamy jeszcze parę godzin my zobaczyć miasto za dnia, a potem poczuć magię nocy. Jak to już bywa zwyczajem EVS, na początek udajemy się do centrum informacji turystycznej, aby zdobyć darmowy suvenir – mapę miasta. Wbrew pozorom jest to bardzo użyteczna pamiątka. Można rychło ustalić co się będzie zwiedzało. W przypadku tej mapy, mamy nawet propozycję zwiedzenia 8 bardzo popularnych punktów w mieście w ścisłym centrum miasta. Oczywiście warto zrobić mix tego i własnych propozycji.

Centrum miasta otoczone jest alejami, które tworzą figurę sześcianu, a wewnątrz tej figury znajduje się tyle miejsc, że można by nawet cały tydzień chodzić i poznawać tajemnice Bolonii. Spacer z dworca do centralnego placu trwa około 15-20 minut. Im bliżej tym coraz więcej budynków o typowym ceglastym kolorze:

img_20161126_142057

Budynek po lewej to budowla sięgająca początków roku 1200. Początkowo siedziba lokalnych władz, w późniejszym okresie służąca jako teatr, dzisiaj można tam znaleźć sklepy jak również wystawy sztuki lokalnej. Ale już po 2 minutach docieramy do Piazza Maggiore, centralne miejsce. Oczywiście z centrum informacji turystycznej. Spodziewamy się, że po wejściu znajdziemy stos darmowych mapek miasta, a tu niespodzianka:

IMG_20161126_143059.jpg

Pierwszy raz, aby dostać mapę, należy ustawić się w kolejce do agentów. Żeby było prościej, to nawet dają nam możliwość pobrania numeru, aby było nieco prościej. Uno, due, tre…dobra lekcja matematyki.

A oto Piazza Maggiore:

IMG_20161126_143429.jpg

W tym momencie nie ma jeszcze wielu ludzi. Ale ulice wokół centrum już zaczynają zapełniać się ludźmi. A wieczorem to dopiero będą tłumy. Tymczasem uliczki już kwitną życiem:

IMG_20161126_153607.jpg

Niektórzy potrafią zaskoczyć:

img_20161126_153633

Ups, to jednak nie turysta. To stróż bagażu. Po chwili pojawił się właściciel i pogonił mnie za zrobienie zdjęcia. Kazał mi usunąć zdjęcie. Usunąłem, ale szkoda że ten pies nie będzie znany z tego zdjęcia. A jednak! Jest zdjęcie. Bo dobrze wiemy, że zdjęcie po usunięciu idzie najpierw do kosza, skąd można je odzyskać 🙂

Tymczasem spokojnym krokiem zdążamy do kolejnego celu wizyty w Bolonii, przy okazji podziwiając lokalną architekturę:

IMG_20161126_154534.jpg

Tak naprawdę w słoneczny dzień, każdy zakątek wydaje się być magiczny i zdaje się mówić wiele o historii Bolonii. Po chwili jesteśmy już na miejscu. Oto przedsmak Wenecji (która jest też na liście miast do odwiedzenia):

IMG_20161126_154900.jpg

Kanał w Via Piella. Trzeba przyznać, że robią wrażenie. To taka bolońska reklama Wenecji. Całe miasto kryje pod zabudowaniami kilkadziesiąt kilometrów tych kanałów. Natomiast jest niewiele miejsc by je zobaczyć, takich jak to na zdjęciu.

Oprócz swoich wizytówek, miasto oferuje również jarmarki świąteczne:

IMG_20161126_161037.jpg

Kościołów jest tu bez liku, jak ta Bazylika św. Dominika (nr 3 atrakcji wg informacji turystycznej):

IMG_20161126_163306.jpg

O ironio, powyżej zamieściłem zdjęcie drzewa na placu przed kościołem, gdyż w tym okresie zdecydowanie lepiej prezentuje się na zdjęciach niż bazylika. A nawiasem to kawałek bazyliki widać po lewej stronie na powyższym zdjęciu 🙂

Po wędrówce czas spocząć i spróbować lokalnych specjałów. Zatem oto jest, typowa włoska potrawa, lasagne bolognesse:

IMG_20161126_173341.jpg

Koszt niemały (9 euro)  zważając na ilość, aczkolwiek i tak warto było spróbować. Nie zapominajmy o obowiązkowej na włoskim stole zagryzce w postaci bułek czy paluszków i serze żółtym do posypki.

A po posiłku szczęśliwy podróżnicy mogą dalej ruszyć w trasę:

IMG_20161126_183738.jpg

Ludzi coraz więcej, tłum napiera, coraz trudniej przejść. Na ulicach dają o sobie znać typowo włoskie zasady komunikacyjne. Nie zawsze światła znaczą to co nam się wydaje, że znaczą.

No i tym razem nie musimy gonić za pociągiem, ani autobusem by wrócić do Bolzano. W końcu docieramy do mieszkania innych wolontariuszy i naszego gospodarza, wolontariusza  z Portugalii. Już po wejściu widać, że standardy na północy Włoch znacznie odbiegają od tego co można spotkać jadąc na południe. Ale dla wolontariusza każdy nocleg poza stacją kolejową jest wymarzony, szczególnie w podróży. Spędzamy zatem miły wieczór na rozmowie o naszych doświadczeniach, zakrapiając lokalnym piwem niemieckim (sic!). Cóż, w końcu smakują naprawdę dobrze.

Poranek kolejnego dnia jest trochę zaskakujący. Tak to już bywa jak śpisz z zasuniętymi żaluzjami. Wtedy nawet o 12 wydaje się, że jeszcze jest noc, tudzież poranek. Tym razem jest po 12, więc czas się zbierać, bo tego dnia chcemy zobaczyć to co widzą ptaki na niebie w Bolonii:

IMG_20161127_135155.jpg

No ptaki to nie są, ale są bardzo głodni. Przed lotem trzeba zatankować. Dlatego też korzystamy z możliwości zjedzenia pizzy w lokalnej gastronomii. Przy okazji trafiamy na happy hours i piwo smakuje wyśmienicie:) Jakby ktoś zwiedzał Bolonię to polecam tam się zatrzymać – Bounty Risto Pub.

A po jedzeniu czas spalić trochę kcal i zdobyć dwie wieże. No może jedną, tą wyższą. Oto kolejny cel – wieże Asinelli i Gariseneda:

IMG_20161127_161649.jpg

Bilet wstępu kosztuje 3 euro. Nie jest to zbyt dużo. A droga na szczyt wymagająca. Wieża została wzniesiona w 11 wieku i jest symbolem miasta. Z racji tego schody są bardzo wąskie i obowiązuje ruch jednokierunkowy naprzemienny. Zaiste jest wyzwaniem przepychać się wśród wielu innych turystów.

Ale warto tam być:

IMG_20161127_150503.jpg

No, w takim więzieniu to mógłbym chwilę posiedzieć 🙂

Można by tam siedzieć aż do zmroku.

IMG_20161127_150517.jpg

Zejście też jest niemałym wyzwaniem, ale przy okazji schodzimy w sąsiedztwie pewnego Pana, który bawi się w matematykę. Jest śmiesznie, ale przynajmniej na końcu dowiadujemy się, że wieża posiada 498 schodów. Uff, jest wyczyn!

Czas jeszcze odwiedzić jakiś kościół. Ten największy w Bolonii przy centralnym placu – Basilica of San Petronio. Jest szóstym co do wielkości kościołem w Europie i czwartym we Włoszech. Jakie to szczęście być w kraju z tak bogatą architekturą.  Warto tutaj przytoczyć jedną ciekawostkę. Przed bazyliką stacjonują żołnierze i policjanci. Okazuje się, że obszar ten jest zagrożony potencjalnym atakiem terrorystów, gdyż w kościele znajduje się 15 wieczny fresk, na którym szatan pożera proroka Mahometa. Al-kaida zagroziła atakiem z racji tego fresku. Ponoć w przeszłości już jeden atak terrorystyczny został udaremniony przez włoską policję. W każdym razie po całej sytuacji, aby zobaczyć na żywo kaplicę ze wspomnianym freskiem, trzeba zapłacić 1 Euro. Biznes to biznes. Na szczęście udało nam się znaleźć lukę, przez którą można spojrzeć na owe dzieło gratis:

IMG_20161127_155234.jpg

Pod podanym linkiem można poczytać kilka szczegółów na ten temat:

http://elderofziyon.blogspot.com/2006/04/15th-century-fresco-of-mohammed.html

A oto potwierdzenie, że zagrożenie jest realne:

IMG_20161127_155500.jpg

Tym razem nawet pies nie zauważył, że zrobiłem zdjęcie. Grunt żeby wytropił potencjalnych terrorystów jeśli tacy się pojawią.

Na koniec naszej wędrówki nie sposób nie odwiedzić najstarszego uniwersytetu Europy. Śladami wielkich poprzedników:):

IMG_20161127_163215.jpg

Miejsce magiczne. Nie każdy może tu studiować, ale przynajmniej można postawić stopę.

Już na sam koniec warto jeszcze wypić kawę, zanim wsiądziemy do pociągu nie byle jakiego, który zawiezie nas do Bolzano.

IMG_20161127_172202.jpg

Trzeba przyznać, że jest to innowatorski sposób zastosowania butów, jako pojemnika na cukier do kawy. Pewnie kupili buty na wyprzedaży w czarny piątek.  A ta biała ciesz w kieliszkach to oczywiście wóda mineralna 🙂 Takim to włoskim zwyczajem warto napić się wody by wyzerować kubki smakowe i potem delektować się wspaniałą (zazwyczaj) kawą.

P.S. Ta wycieczka miała miejsce miesiąc temu. Także opóźnienie dłuższe niż podróżujących w czasie świąt 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s