Raz na wozie, raz pod wozem

Znamy to chyba wszyscy. Taki czas w życiu gdy wszystko układa się po naszej myśli. Każdy dzień przynosi nowe wrażenia, nowe spotkania, nowe możliwości. I nagle pewnego dnia wszystko się odwraca. Z różnych powodów.

Pomimo przygody życia, zdarzyło się to również i mnie podczas tego pobytu we Włoszech. Żyłem naprawdę na pełnej petardzie i potem coś siadło. Przez 3 tygodnie byłem wyłączony z jakiegokolwiek działania. Praktycznie większość czasu spędziłem w szpitalu, Nie myślałem wcześniej, że będę miał okazję 2 razy stawić czoła SORowi w Bolzano. I jeszcze odwiedzić kilku lekarzy. A jednak. Kilka różnych infekcji i człowiek uziemiony. Poznaje trochę życia od tej gorszej strony. Albo od tej innej strony. Bo sytuacja chorobowa też może mieć pozytywne skutki, jeśli się odpowiednio do tego podejdzie.

W końcu po dłuższym czasie, gdy tylko poczułem się lepiej, od razu wróciła dobra piłka. W zeszły piątek wybrałem się z wieczora na poranną kawę. Pogoda zdecydowana lepsza niż w Polsce. Po czy m zaszedłem na chwilę na darmowe internety w znane już dobrze miejsce. 11 minut z buta. Albo 4 z rowera. I gdy tak siedziałem i cieszyłem się powrotem do przeszłości, nagle podszedł do mnie kolega. A co Ty tutaj robisz, co ja tutaj robię? Internety! 🙂 I to było szczęście. Gdyby nie kolega to bym się nie dowiedział, że w budynku pod którym łapię internety, za kilka minut odbędzie się koncert muzyki klasycznej. Za darmo. Mamma mia! Znowu się zaczyna. Szczęście do gratisowych rzeczy.

No i był koncert. Nietypowa formuła. Totalny miszmasz utworów. Grajkowie od dzieci kilkuletnich do tych starszych dzieci po kilkadziesiąt lat. Natomiast dla ucha to zawsze miła rozrywka i także rodzaj relaksu. Muzyka klasyczna. Tego trzeba było. Miła niespodzianka z wieczora.

Następnego dnia w sobotę znowu zawitała słoneczna pogoda i trzeba było to wykorzystać. Wybraliśmy się zatem z dziewczynami poza miasto. Ale tylko na chwilę. Okoliczne wzniesienia kryją dużo tajemnic i ciekawych miejsc, które codziennie możemy dostrzec z patrząc z dołu. Chociaż nawet tam „na dole” też jest na czym oko zawiesić:

IMG_20170422_110901.jpg

Tam pewnie kopy beczek wina mają. Dajcie trochę!

Po około 30 minutach już można spojrzeć na Bolzano z innej perspektywy:

IMG_20170422_113321

Aby dostać się na górę trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Po drodze czekają różne pułapki.

A nieee! To tylko prysznice z wodą dające orzeźwienie krzakom w winnicy. Ale można się zabawić! Kto przejdzie ten kilkanaście metrów suchą nogą, pokonując 4 węże ogrodowe. To dopiero wyczyn 🙂 Prawie jak zapadnie z filmów przygodowych.

Idąc dalej zaczynają rozbrzmiewać niepokojące dźwięki. Tak. Otóż to. Oto szybko biegające i głośno wąchające czworonogi. Na szczęście większość nie wychyla nosa, póki się nie postawi nogi na winnicy. No niektórzy to mają sobotę pracującą jak widać. A co to … jeden z nich na wolności. Ale właściciel blisko, więc szybko obwąchuje i znika w winnych zaroślach.

Po chwili dochodzimy do miejsca wokół którego gromadzi się społeczność owego wzgórza na którym się znaleźliśmy:

IMG_20170422_115145

No pewnie będzie tych domów jakieś kilkanaście. Natomiast trzeba przyznać, że te małe kościoły w tym rejonie mają swój urok. Jak i cała okolica, iście sielankowa.

IMG_20170422_120414

W oddali już nawet widać cel naszej wyprawy. Ale po kilkunastu minutach już cel jest na wyciągnięcie ręki:

IMG_20170422_122023

Tutaj to nawet znaki potrafią postawić w miejscu gdzie bym się nie spodziewał:

IMG_20170422_122147

I nareszcie. Docieramy do ruin zamku. Wejście niestety zamknięte. Oprowadzenia tylko dla wycieczek zorganizowanych (albo w trakcie libacji winnej, jak mniemam). Natomiast i tak dociera się do miejsca wprost wymarzonego na zrobienie pikniku:

IMG_20170422_123457

I można też podziwiać kolejny raz niezwykła panoramę Bolzano:

IMG_20170422_122819

No to pozdrawiamy z pod miejsca gdzie pewnie kiedyś hucznie balowali:

IMG_20170422_122956

Wina można się napić nawet teraz, jak się je wcześniej kupi w sklepie. A najlepiej samemu zrobi. Taki oryginalny smak jest najlepszy.

Chwila czasu na relaks, dla fotoreporterów, na uzupełnienie płynów i można wracać do Bolzano.

A wracając to w sumie nie wiadomo gdzie jesteśmy (miało być Bolzano):

IMG_20170422_135216

Miły polski akcent, na kilka dni przed świętem narodowym … wyzwolenia Italii od władzy faszystów.

No to tyle na dzisiaj. Kolejne przygody już czekają żeby je ujawnić. Nie wspomnę o tych, które dopiero się wydarzą. A w to głęboko wierzę.

Ciao!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s